Rozdział 3

Na następnych „korepetycjach” Hermiona niemal cały czas milczała, co wprawiło Severusa w ogromne zdumienie. Nie sądził, że Pannie Wiem To Wszystko czasami zamykają się usta. I chyba trochę zmartwiło go to milczenie.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- Tak. – odparła, jakby odruchowo.
- A nie wygląda. – stwierdził Snape. – Nic nie mówisz i nie patrzysz na mnie, gdy ja mówię. To trochę nie kulturalne.
- Przepraszam. – westchnęła i zgasiła ogień pod kociołkiem, aby spojrzeć na mężczyznę.
- A teraz powiedz mi, co się dzieje.
- Nic takiego. – mruknęła.
- Czy ty naprawdę chcesz okłamać wieloletniego szpiega? – zapytał z rozbawieniem Severus.
- To nie tak, przepraszam. Nie chciałam cię okłamać. Po prostu… – i nagle zamilkła, uciekając od niego wzrokiem.
- Po prostu? – zachęcił ją, starając się przybrać delikatny ton.
- Ron wczoraj cały wieczór insynuował różne rzeczy.
- Ah, więc to pan Weasley jest powodem twojego złego nastroju. Cóż takiego ten gryfoński idiota sugerował? – zapytał i z zainteresowaniem obserwował, jak jej policzki oblewają się rumieńcem. Uniósł brew.
- On powiedział, że ja… że pan i ja… – jąkała się.
- Po pierwsze, zdawało mi się, że przeszliśmy na „ty”. A po drugie, że ja i ty co?
- Powiedział, że spędzam z tobą tyle czasu nie dlatego, że chcę praktyk, tylko dlatego że mi się podobasz. Później powiedział też, że pewnie dostaję korepetycje nie tylko z eliksirów. – powiedziała, nie patrząc na niego.
Usta mężczyzny drgnęły delikatnie, a po chwili roześmiał się głośno. Hermiona spojrzała na niego wielkimi oczami.
- Naprawdę zasugerował coś takiego? Hihihi… I to przez to od początku zajęć milczysz?
- Śmiejesz się z tego! – wykrzyknęła ze zdumieniem.
- Oczywiście, ponieważ to komiczne insynuacje. Kto przy zdrowych zmysłach pomyślałby, że jakakolwiek nastolatka mogłaby się we mnie zakochać? Proszę cię, Hermiono, nie rozśmieszaj mnie jeszcze bardziej.
- Myślałam, że będziesz zły, że Ron coś takiego powiedział. Sądziłam, że od razu pójdziesz go zabić.
- Oh, uwierz mi, że zrobiłbym to z przyjemnością. Jednakże wątpię, żeby dyrektor był zadowolony, kiedy informowałbym go, że zabiłem przyjaciela Wybrańca, ponieważ stwierdził, że mam dziewczynę.
Tym razem Hermiona wybuchła śmiechem.
- Przepraszam za moje zachowanie. – powiedziała, gdy już się uspokoiła.
- Nie ma sprawy. Następnym razem mów mi takie rzeczy od razu. Nie ma potrzeby dusić tego w sobie.
- Dobrze, dziękuję.
- I nie bierz sobie do serca słów pana Weasley’a. – poradził jej. – Nie jest on najmądrzejszym czarodziejem.
I tym zdaniem po raz kolejny zmusił ją do chichotu.
Hermiona do Pokoju Wspólnego Gryfonów wracała we wspaniałym nastroju. Snape był tego dnia naprawdę uprzejmy, oczywiście na swój własny sposób. Granger zachichotała, przekraczając próg do salonu, naturalnie zwróciła tym na siebie uwagę innych.
Harry siedział na fotelu i spoglądał na nią z uśmiechem.
- Gdzie byłaś?
- Przecież wiesz, że miałam korepetycje u profesora Snape’a. – odparła.
- Nie wydaje mi się. – odpowiedział rozbawiony.
- Proszę?
- Nie wmówisz mi, Herm, że to od Snape’a wracasz w tak dobrym nastroju.
- O czym ty mówisz? – zapytała zdziwiona.
- Byłaś na randce. O tym właśnie mówię. – Harry uśmiechnął się szeroko.
- Naprawdę nie wiem, co roi ci się w tej głowie, ale nie byłam na żadnej randce.
- Dobra, dobra. Ale wiesz, Miona, zawsze możesz mi powiedzieć z kim się umawiasz. Nawet gdyby to był Draco Malfoy. Wiesz, przecież jesteśmy przyjaciółmi.
Dziewczyna westchnęła tylko, nie komentując słów Wybrańca i poszła do swojego dormitorium, zastanawiając się nad jednym. Czy naprawdę wyglądała na tak zadowoloną, wracając od Severusa, że Harry pomyślał, że ma ona chłopaka?
Kolejnego dnia, kiedy tylko Hermiona weszła do Wielkiej Sali na śniadanie od razu poczuła na sobie wzrok Pottera. Czujnie ją obserwował, jakby chciał zobaczyć, czy w jakiś sposób zdradzi się, dając mu wskazówkę, kto jest jej „chłopakiem”. Dlatego też Hermiona uśmiechnęła się niemal niezauważalnie i jej spojrzenie przebiegło powoli przez stół Slytherinu, a następnie wydawało się jakby trochę posmutniała. Harry natychmiast spojrzał na Ślizgonów, próbując zorientować się, kogo szukała wzrokiem przy ich stole jego przyjaciółka, a kogo najwyraźniej jeszcze nie było. Ku swojemu zdumieniu, Potter odkrył, że przy stole domu węża brakuje tylko trzech osób. Blaise’a Zabiniego, Pansy Parkinson i Draco Malfoy’a. Wybraniec wątpił, aby jego przyjaciółka była lesbijką, więc zastanawiając się, kogo mogła wybrać – Malfoy’a czy Zabiniego – nie zauważył, jak spojrzenie dziewczyny zawiesiło się o kilka chwil za długo na Mistrzu Eliksirów, który spożywał w tej chwili swoją ulubioną, czarną i gorzką kawę.
- Hej, Harry. – powiedziała, siadając obok przyjaciela. – Jak Ron?
- Wciąż jest na ciebie zły.
- Nie powinien był mówić takich rzeczy. – odparła, nalewając sobie soku.
- Wiem, Miona. Ale on jest po prostu zazdrosny. Wcześniej cały swój czas spędzałaś z nami, a teraz wieczorami siedzisz u Snape’a. I nie wyglądasz na osobę, która byłaby z tego powodu niezadowolona.
- Uczę się, Harry. Wiesz przecież, że to lubię. Lubię dowiadywać się nowych rzeczy, poznawać nowe eliksiry. Profesor Snape nie należy do osób najmilszych, ale na pewno do najinteligentniejszych. A poza tym, kiedy puści się mimo uszu obelgi to nawet można się z nim dogadać. – uśmiechnęła się. Potter westchnął.
- Ron w końcu się z tym pogodzi. Musisz dać mu czas.
Granger pokiwała głową i zaczęła spożywać śniadanie.
- Jestem! – krzyknęła Hermiona, wchodząc do laboratorium Snape’a, lecz nikt jej nie odpowiedział. – Severusie?
Gryfonka rozejrzała się, szukając mężczyzny lub ewentualnie jakiejś kartki z instrukcjami od niego, lecz nic nie było. Hermiona zaczęła się poważnie martwić, dlatego od razu udała się do dyrektora. Nie kłopocząc się biegiem po piętrach do gabinetu Dumbledore’a, wpadła do kominka i sekundę później była już u dyrektora.
- Panie profesorze! – zawołała. Mężczyzna natychmiast wyszedł z jakiegoś pomieszczenia, które prawdopodobnie było biblioteczką.
- Panno Granger, co się stało?
- Czy wie pan, gdzie jest profesor Snape?
- Nie ma go w gabinecie ani w laboratorium?
- Nie, nie ma. Nie zostawił żadnej kartki, ani nic!
- W takim razie prawdopodobnie Czarny Pan go wezwał. Dziwne tylko, że Severus mnie nie powiadomił. Zwykle to robi.
- Musiał nie mieć czasu, a to znaczy, że mogło stać się coś strasznego. – stwierdziła Hermiona. – Panie dyrektorze, co robimy w tej sytuacji?
- Czekamy, panno Granger. Tylko tyle możemy teraz zrobić. – westchnął Albus, siadając za swoim biurkiem. – Niech pani usiądzie. Napije się pani herbaty?
- Poproszę. – odparła niezbyt zadowolona, że nie mają jak sprawdzić, co z Severusem. Nie mogą nic zrobić.
Cztery godziny później, kiedy Hermiona piła trzecią już szklankę herbaty, a Albus otwierał czwarte pudełeczko czekoladek, w gabinecie pojawiła się srebrna łania. Stanęła na środku pomieszczenia, wpatrując się w Hermionę, lecz nic nie powiedziała.
- Severus. – wyszeptała Granger i zerwała się z miejsca, wierząc, że patronus doprowadzi ją do Snape’a. Dumbledore odrzucił słodycze i pobiegł za panną Granger. Pędziła przez puste już korytarze Hogwartu, aż światło łani doprowadziło ją na zewnątrz. Biegła ile sił w nogach do punktu aportacyjnego, aż wreszcie zobaczyła na ziemi coś ciemnego. Przyklękła przy ciele, zaplątanym w czarną płachtę, która brudna była od krwi. Dopiero po chwili Hermiona uświadomiła sobie, że był to płaszcz Mistrza Eliksirów. Dumbledore, który dopiero do nich dotarł, uklęknął i ostrożnie pozbył się czarnego materiału. Granger wciągnęła głośno powietrze na widok zmasakrowanego ciała. Oczy zaszły jej łzami, gdy położyła swoją dłoń na piersi mężczyzny. Przez chwilę nie czuła nic, aż w pewnym momencie delikatny, niemal nie zauważalny ruch serca sprawił, że poderwała się na nogi, wrzeszcząc zaklęcia przywołujące eliksiry. W tym samym czasie Albus machał różdżką nad rannym mężczyzną. Kiedy w miarę ustabilizował jego stan, Hermiona wlała Snape’owi do gardła różne eliksiry. Dopiero po tym widać było poprawę; Severus zaczął miarowo oddychać.
- Przenieśmy go do jego kwater, panno Granger. Teraz potrzebuje wypoczynku. – powiedział dyrektor, a Gryfonka jedynie pokiwała głową w odpowiedzi.
Kilka minut później, kiedy przetransportowali Snape’a do jego komnat, Hermiona usiadła w fotelu przy łóżku. Dumbledore spojrzał na nią badawczo.
- Już jest bezpieczny. Nie musi się pani martwić.
- Będzie bezpieczny dopiero gdy wojna dobiegnie końca. – wyszeptała. – Proszę pozwolić mi tu zostać. Muszę mieć pewność, że… – „przeżyje tę noc” dokończyła w myślach. – Pomogę mu, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- W porządku. Zwolnię panią z jutrzejszych zajęć. Proszę zadbać o Severusa.
- Tak zrobię, dyrektorze. Dziękuję.

 

Córka Ciemności 

One comment

  1. ~Ritlis · Październik 10

    Czekałam. Zaglądałam codziennie i w końcu się doczekałam. Bardzi fajny rozdział. Życzę weny…
    Ritlis
    Ps. Może dało by radę rozdziału wrzucać częściej?