Rozdział 2

Dwa tygodnie później
- Miona, a ty dzisiaj nie idziesz do Snape’a na korki? – zapytał Harry.
- Idę, a co? – mruknęła, nawet nie podnosząc wzroku znad pergaminu, na którym pisała swój esej na zaklęcia.
- Bo za 10 minut będzie 17. – powiedział Ron.
Hermiona z przerażeniem poderwała się z miejsca i spojrzała na zegar, wiszący na ścianie w Pokoju Wspólnym Gryfonów.
- Cholera, Snape mnie zabije. – i wypadła z pomieszczenia, gnając prosto do lochów. Kiedy wbiegła do laboratorium, była dosłownie pół minuty przed czasem. Rozejrzała się, dysząc głośno, lecz nigdzie Snape’ a nie dostrzegła. Podeszła powoli do swojego stanowiska pracy i zauważyła tam karteczkę, zapisaną ostrym pismem nauczyciela.
„Zostałem wezwany. Przygotuj 4 kociołki Veritaserum.”
Zgodnie z instrukcją wzięła się do warzenia eliksiru.
Minęły 3 godziny, Hermiona kończyła warzyć trzeci kociołek, a Snape’a wciąż nie było. Dziewczyna zaczęła się trochę denerwować. A co jeśli coś mu się stało? Albo Voldemort odkrył komu Snape naprawdę służy? I w tym samym momencie drzwi do laboratorium otworzyły się i przez drzwi wszedł Severus, potykając się o próg i lądując na podłodze. Granger zgasiła ogień pod kociołkiem i pobiegła zamknąć drzwi za profesorem. Następnie dopadła do niego.
- Profesorze Snape! Słyszy mnie pan? – zapytała, kładąc dłoń na jego piersi i próbując wyczuć bicie jego serca.
Mężczyzna mruknął coś pod nosem. Żył. Ale był w bardzo złym stanie.
- Profesorze, musi mi pan pomóc. – powiedziała Hermiona. – Jaki eliksir postawi pana na nogi?
- W gabinecie… Biurko… W czerwonej fiolce. – wycharczał.
Granger pobiegła szybko po niego i już w następnej chwili wlewała eliksir do ust nauczyciela. Snape natychmiast zaczął miarowo oddychać i przestał zaciskać zęby z bólu. Hermiona złapała go pod rękę, pomagając mu wstać.
- Zaprowadzę pana do sypialni. Musi pan odpocząć.
- Najpierw Dumbledore.
- Później złoży pan raport. Musi się pan położyć.
- Dyrektor. Teraz. – wysyczał.
- Nie. – odparła twardo Hermiona. – Dobrze. – westchnęła. – Niech da mi pan wspomnienie, a ja zaniosę to do dyrektora. – powiedziała, podając mu pustą fiolkę, do której Severus dość niechętnie wlał swoje wspomnienia. – A teraz idzie pan spać. -
powiedziała i zaprowadziła go do sypialni. Przypilnowała, żeby się położył i już miała wychodzić, gdzie usłyszała ciche.
- Dziękuję, panno Granger.
Uśmiechnęła się lekko i opuściła pomieszczenie, od razu udając się do gabinetu Dumbledore’a.
Parę minut później stanęła przed chimerą.
- Cholera. Jakie jest hasło? – zastanawiała się, ale w pewnym momencie posąg odsunął się i ukazał jej postać profesor McGonagall.
- Panno Granger, co pani tu robi?
- Muszę zobaczyć się z dyrektorem, pani profesor. To bardzo ważna sprawa.
- No dobrze, moja droga, idź w takim razie. – nauczycielka przepuściła ją i Hermiona pognała schodami do gabinetu Albusa. Zapukała szybko do drzwi, a gdy usłyszała wesołe „proszę”, weszła.
- Dzień dobry, panie dyrektorze.
- Ahh… Panna Granger. Co panią do mnie sprowadza?
- Profesor Snape został dzisiaj wezwany.
- Jeszcze nie wrócił? – zmartwił się Dumbledore.
- Wrócił, właśnie dlatego tu jestem. Mam dla pana fiolkę ze wspomnieniami profesora Snape’a.
- Dlaczego Severus nie przyszedł do mnie sam, żeby zdać raport? – odbierając fiolkę od dziewczyny.
- Nie był w dobrym stanie. Podałam mu eliksir i zaprowadziłam do sypialni. Profesor Snape potrzebuje teraz odpoczynku.
- Bardzo dobrze, moja droga. Dziękuję ci za opiekę nad Severusem. – uśmiechnął się.
- Nie ma za co, dyrektorze. To oczywiste, że mu pomogłam.
- Mimo to dziękuję. Gdyby coś takiego się jeszcze kiedyś zdarzyło, czy mogę cię prosić, abyś zrobiła to samo, co dzisiaj?
- Naturalnie.
- Do zobaczenia, panno Granger. – rzekł, patrząc na nią z uśmiechem wiekowego mężczyzny.
- Do widzenia, dyrektorze. – odparła i opuściła gabinet, udając się wprost do lochów. Musiała przecież jeszcze dokończyć Veritaserum.
Dwa i pół tygodnia później
- Panie profesorze? – odezwała się Gryfonka, przyglądając się Mistrzowi Eliksirów, który warzył wyjątkowo skomplikowany eliksir.
- Czego? – warknął, nawet na nią nie spoglądając.
- Sporo czytałam o tym, jak powinna wyglądać praca praktykanta u Mistrza i tam było napisane, że Mistrz zobowiązuje się do odpowiedzenia na każde pytanie ucznia, to prawda?
- Tak. – burknął.
- Pisali tam też, że Mistrz na ich pierwszym spotkaniu oferuje praktykantowi, aby zwracał się do niego po imieniu.
- Do czego zmierzasz? – zapytał, wrzucając do kociołka jakiś składnik.
- Wiem, że moje warzenie eliksirów tutaj z panem, nie jest tak naprawdę praktyką, tylko mam pomagać Zakonowi, ale… – zacięła się na chwilę, aby później szybko
dokończyć. -… Myśli pan, że nas też mogłyby obowiązywać takie zasady, jak te na praktykach?
Snape zamarł na sekundę, następnie zgasił ogień pod kociołkiem i spojrzał na Hermionę. Myślał dłuższą chwilę, aby następnie skinąć głową.
- Wierzę, że wiesz, jak mam na imię. A odpowiadać będę tylko na inteligentne pytania, Hermiono. – powiedział, przeciągając jej imię, co spowodowało, że zarumieniła się gwałtownie i niepewnie uśmiechnęła.
- T-tak, oczywiście, że znam twoje imię, Severusie. Dziękuję.
Następnie oboje wrócili do swojej pracy, obydwoje w wyjątkowo dobrych nastrojach.
Tego samego dnia Hermiona i Severus postanowili razem iść na kolację w Wielkiej Sali. Weszli do pomieszczenia, cicho o czymś rozmawiając, Snape odprowadził ją do miejsca, gdzie zazwyczaj siedziała, skinął głową i sam udał się do stołu nauczycielskiego. W tym czasie Granger usiadła między Harrym, a Nevillem, naprzeciwko Rona.
Ani Hermiona, ani Severus nie zdawali sobie sprawy z tego, jakie zdumienie wywołali u pozostałych, dopóki przyjaciele nie postanowili ich o tym poinformować.
- Eee… Hermiono? O czym rozmawiałaś ze Snapem? – zapytał Potter.
- O eliksirach. Przecież wiesz, Harry, że mam z nim praktyki.
- No tak, ale to było trochę dziwne, kiedy tak weszliście tu, nie zwracając na nikogo uwagi i w ogóle on nawet nie wrzeszczał. – powiedział Weasley.
- Profesor Snape nie wrzeszczy przez cały czas, wiesz? Zwykle takim tonem zwraca się do idiotów. – odparła dziewczyna i miała nadzieję, że to koniec tej rozmowy, niestety Weasley postanowił kontynuować swoje wywody na temat Snape’a.
Tymczasem przy stole dla nauczycieli, Dumbledore uśmiechnął się szatańsko, patrząc na swojego podwładnego.
- Nie mogłem nie zauważyć, że jesteś dziś w dobrym nastroju, Severusie.
Snape rzucił mu ponure spojrzenie.
- Jak mniemam to zasługa pewnej Gryfonki. – kontynuował dyrektor.
- Co insynuujesz, Albusie? – warknął Mistrz Eliksirów.
- Absolutnie nic, mój drogi chłopcze. – powiedział niewinnym tonem. – Po prostu jestem rad, że…
Jednak nie udało mu się skończyć, gdyż wszyscy usłyszeli głośne PLASK. Dźwięk ten wydała dłoń Hermiony, która z całą swoją siłą uderzyła w twarz Rona Weasley’a. Wszyscy z zainteresowaniem spojrzeli na nich. Gryfonka wstała i wściekłym głosem powiedziała.
- Jak śmiesz, ty ignorancie? On jest odważniejszym czarodziejem niż którykolwiek Gryfon! – a następnie opuściła pomieszczenie.
- Dlaczego mam wrażenie, że panna Granger mówiła o tobie, Sev, jeśli chodzi o tego odważnego czarodzieja? – odezwała się słodkim głosem Minerva McGonagall. Jej komentarz sprawił, iż Severus niemal uciekł z sali, a Albus zaczął chichotać bez opamiętania.

 

Córka Ciemności 

4 comments

  1. ~Nikola · Lipiec 28

    Jestem ciekawa ich dalszej współpracy :)
    Fajny rozdział:)

    Pozdrawiam

  2. ~Ava · Lipiec 28

    No no fajny rozdział ale jestem zawiedziona, że nie ma ciągu dalszego :( Pisz pisz bo masz talent!
    Zapraszam na mój blog! https://thediaryofnephilim.blogspot.com/?m=1
    Pozdrawiam!

  3. ~Ritlis · Lipiec 28

    Ciekawi mnie rozwój ich dalszej współpracy i z niecierpliwością czekam na następny
    Ritlis

  4. ~X · Lipiec 28

    Historia zapowiada się ciekawie. Ron to idiota