Rozdział 1

- Severusie, pozwól do mojego gabinetu. – rzekł patronus, będący feniksem i rozpłynął się w powietrzu. Snape westchnął ciężko, zastanawiając się, co tym razem będzie musiał zrobić. Wygładzając szaty, udał się do kominka i zniknął, aby po chwili pojawić się w gabinecie Albusa Dumbledore’a.
- Witaj, Severusie. – powiedział radośnie dyrektor Hogwartu.
- O co chodzi, Albusie? Nie mam dużo czasu. Rok szkolny zaczyna się za dwa tygodnie, muszę przygotować plany zajęć.
- Usiądź, proszę, mój chłopcze.
Severus prychnął lekceważąco, lecz zajął fotel naprzeciwko starszego czarodzieja.
- Napijesz się czegoś? A może chcesz cytrynowego dropsa?
- Streszczaj się, Albusie. – warknął.
- Po co te nerwy, chłopcze? Ale masz rację: powiem ci od razu, o co chodzi, z nadzieją, że nie dotknie mnie nagła śmierć z twojej ręki. Doskonale wiesz, Severusie, że ten rok będzie najcięższy ze wszystkich. Podejrzewam, a ty na pewno możesz to potwierdzić, że Czarny Pan planuje atak na szkołę.
Snape skinął nieznacznie głową.
- Oznacza to, że będzie cię częściej wzywał, a i ja będę częściej potrzebował twojej pomocy. Głównie w tworzeniu eliksirów, ale znam twoją inteligencję, chłopcze i wiem, że bardzo się przydasz w planowaniu strategii obrony Hogwartu. Twoje obowiązki nieco się zwiększą, w związku z tym, chciałbym, aby jeden z uczniów pomagał ci w warzeniu mikstur.
- Oszalałeś, starcze? Ci uczniowie nie potrafią dobrze postawić kociołka na ogniu a któryś z nich miałby mi pomagać warzyć Veritaserum, eliksiry leczące czy jakiekolwiek inne, wymagające ogromnego skupienia i precyzji?! – wrzeszczał Snape. – Dziękuję bardzo za taką pomoc! Poradzę sobie sam! – ryknął i już chciał wyjść, lecz stanowczy głos dyrektora powstrzymał go.
- Severusie! Nie chcę ci przydzielić do pomocy jakiegoś ucznia. Chcę ci przydzielić Hermionę Granger.
Mistrz Eliksirów zamilkł na moment, oszołomiony pomysłem Dumbledore’a.
- Nie! Nie ma takiej opcji! Granger i jej szopa, zwana włosami nie wejdą do mojego prywatnego laboratorium. – pieklił się Snape.
- Severusie, chyba nie wyraziłem się jasno. To nie jest prośba, ani propozycja, więc nie możesz odmówić. To jest polecenie służbowe.
Severus wydał z siebie bliżej nieokreślony pomruk, który brzmiał trochę jak: ‘’pierdolony staruch z obsesją na punkcie dropsów’’ i wyszedł z gabinetu, oczywiście mocno trzaskając drzwiami.
Pierwszy dzień września według Severusa nadszedł zdecydowanie za szybko. Nie miał ochoty użerać się z tymi bachorami. Dlatego też nie pojawił się na uczcie rozpoczynającej rok szkolny. Wolał popracować w swoim laboratorium, gdzie miał ciszę i spokój. Oczywiście wszystko, co piękne szybko się kończy. Chwilę po uczcie do laboratorium Snape’a przyszedł Dumbledore.
- Wszystko w porządku, Severusie?
- Tak.
- Nie było cię na uczcie. Martwiłem się o ciebie, mój chłopcze.
- Niepotrzebnie. – burknął Mistrz Eliksirów, skupiając swoją uwagę na kociołku, w którem eliksir zaczął niebezpiecznie bulgotać.
- Czy Czarny Pan cię wezwał?
- Nie, Albusie, na miłość Salazara. Po prostu chciałem mieć jeszcze jeden dzień wolny od rozwrzeszczanych uczniów. – warknął Severus, zdejmując kociołek z ognia.
- Ale po co te nerwy, chłopcze? Powiedz mi, czy powiadomiłeś już pannę Granger, że w tym roku będzie ci asystować?
- Czego nie zrozumiałeś, starcze, w słowach ‘’chcę mieć jeszcze spokój od rozwrzeszczanych uczniów’’?! – ryknął Snape.
- Ależ wszystko zrozumiałem, Severusie. Po prostu uważam, że panny Granger nie należy zaliczać do – jak to określiłeś – ’’rozwrzeszczanych’’ osób.
- Wynoś się stąd. – wywarczał nauczyciel eliksirów.
- Już wychodzę. – odparł wesoło Dumbledore. – Tylko pamiętaj, aby powiadomić pannę Granger, jak najszybciej o tej sprawie. – a następnie zniknął, jakby wiedząc, że stąpa po cienkim lodzie.
Kolejnego dnia Severus zauważył Gryfonkę, jak siedziała przy stole i jadła śniadanie. Podszedł do niej i warknął.
- Granger, za mną.
Spojrzała na niego zdziwiona.
- Czy coś się stało, panie profesorze?
- Tak, rusz się wreszcie. Nie mam całego dnia, żeby czekać aż łaskawie się podniesiesz. – burknął i odszedł szybko w stronę wyjścia z Wielkiej Sali, a następnie ruszył do swojego gabinetu w lochach. Hermiona pobiegła za nim. Weszli do gabinetu i Severus zabezpieczył drzwi zaklęciem przeciwpodsłuchowym.
- Siadaj. – syknął, wskazując jej krzesło stojące naprzeciwko biurka. On sam zasiadł za biurkiem. – Czy wiesz, jaka jest moja rola w tej wojnie?
- Tak, jest pan szpiegiem, panie profesorze.
- Ale też Mistrzem Eliksirów. Moje wywary niejednokrotnie uratowały tych kretynów z Zakonu.
- Nie bardzo rozumiem, o co chodzi.
- Czarny Pan planuje atak na Hogwart. – powiedział wprost, obserwując jak jej oczy powiększają się w szoku. – Prawdopodobnie zaatakuje pod koniec roku, wcześniej również będzie dużo walk, więc potrzebujemy jak najwięcej eliksirów. Nie dam rady warzyć wszystkiego sam, tym bardziej, że muszę chodzić na spotkania
Śmierciożerców, które na pewno będą odbywały się częściej niż dotychczas. Dyrektor chce, byś pomagała mi w warzeniu eliksirów.
Patrzyła przez moment na niego, będąc totalnie oszołomioną.
- Dobrze. Kiedy mam zacząć?
- Będziemy się spotykać we wtorki, środy i soboty. Chcę cię tu widzieć o godzinie 17:00.
- Tak jest.
- Ponadto będą obowiązywały pewne zasady. Nikt nie może się dowiedzieć, że warzymy eliksiry dla Zakonu. Możesz powiedzieć, że po Hogwarcie chcesz zdobyć tytuł Mistrza Eliksirów i że zgodziłem się przyjąć cię na praktyki. Cokolwiek tutaj usłyszysz, Granger, cokolwiek zobaczysz… Zostaje to między nami. Niejednokrotnie może się zdarzyć, że kiedy przyjdziesz, ja będę na zebraniu, będę ci wtedy zostawiał notatki z instrukcjami. Jeśli kiedykolwiek zobaczysz mnie lekko poturbowanego, rannego, broń Merlina, nie wzywaj Pomfrey. Już lepiej zawołaj Dumbledore’a albo zostaw mnie samego, poradzę sobie.
- Jak pan może mówić, żeby zostawić pana samego w takich sytuacjach?! – zawołała. – Jeśli nie chce pan pomocy pani Pomfrey czy dyrektora, to sama będę się panem zajmować.
- Cudownie. – westchnął, przymykając oczy. – Czy te zasady są dla ciebie jasne?
- Tak, panie profesorze.
- Doskonale. Idź już na lekcje. Widzimy się jutro o 17:00.
- Panie profesorze, bo ja jestem już spóźniona, a mam właśnie transmutację. A profesor McGonagall nie toleruje spóźnialskich. Czy mógłby pan napisać jakąś notkę, że byłam u pana?
Snape po raz kolejny westchnął, lecz sięgnął po pergamin i pióro i szybko coś nabazgrał.
- Masz i idź.
Granger złapała kartkę i pobiegła na lekcje. Wpadła zdyszana do klasy.
- Panno Granger! – zawołała z oburzeniem Minerwa. – Co to ma znaczyć? Wpadasz tutaj bez pukania i to w dodatku spóźniona!
- Przepraszam, pani profesor. Byłam u profesora Snape’a.
- Oh, doprawdy, mogłaś wymyślić lepszą wymówkę.
- Ależ, kiedy ja naprawdę… – wymamrotała i podeszła do nauczycielki, podając jej pergamin, który otrzymała od Snape’a. McGonagall przeczytała notatkę i spoglądając na swoją podopieczną, skinęła głową.
- Siadaj do ławki.
Tego samego dnia, Wielka Sala, obiad
- Severusie… – zaczęła Minerwa, przyglądając się swojemu koledze.
- O co chodzi? – burknął, napychając do ust spory kawałek ziemniaka.
- Dlaczego wezwałeś dzisiaj pannę Granger do siebie?
Westchnął ciężko, wiedział, że tak będzie. Jedno spotkanie z Gryfonką i Minerwa zacznie podejrzewać, że torturuje jej podopiecznych.
- Panna Granger wyraziła chęć zdobycia tytułu Mistrza Eliksirów w niedalekiej przyszłości. Przyjąłem ją do siebie na praktykę.
McGonagall upuściła widelec na swój talerz.
- Przyjąłeś ją na praktyki? Ty?
- Owszem.
- Ale przecież ty nie udzielasz nikomu praktyk, ani korepetycji! – zawołała.
- Bo nie lubię nauczać głąbów.
- Ale Hermionę przyjąłeś! – prychnęła oskarżycielsko.
- Chyba nie zaliczasz panny Granger do głąbów. – powiedział, unosząc brwi do góry i przyglądając się koleżance.
- Oczywiście, że nie. – oburzyła się. – Hermiona to bardzo inteligentna dziewczyna.
- No to masz odpowiedź dlaczego przyjąłem ją na praktyki. – i tymi słowami Snape zakończył rozmowę.
W tym samym czasie, stół Gryffindoru
- Hermiono, czy coś się stało? Jesteś dzisiaj jakaś rozkojarzona. – powiedziała Ginny, bacznie obserwując przyjaciółkę, która bezmyślnie wpatrywała się w swój talerz.
- Co? – Granger spojrzała nieprzytomnie na pannę Weasley.
- Co się dzieje, Miona?
- Nic, po prostu… profesor Snape przyjął mnie do siebie na praktyki.
- CO?! – zawołała Ginny.
- Co się stało? – zapytał zaalarmowany krzykiem ukochanej, Harry Potter.
- Hermiona będzie mieć praktyki u Snape’a. – odpowiedziała rudowłosa.
- Hermiona będzie mieć… cooo? – wtrącił Ron.
- Właśnie tak. Praktyki u Snape’a.
- Ohh… Herm, tak mi przykro. – odezwał się Potter.
- Współczuję, Miona. – dodał Weasley.
- Jeśli chcesz to porozmawiam z Dumbledorem, może zakazać Snape’owi, żeby cię praktykował.
- Dziękuję, Harry, ale obawiam się, że rozmowa z dyrektorem nie pomoże, bo właściwie to była jego decyzja, abym zaczęła uczęszczać na te praktyki. – wyjaśniła Granger. I już po chwili widziała, jak w oczach Harry’ego zatliła się iskierka gniewu w stosunku do dyrektora. A następnie Potter zaczął narzekać, że przecież tak nie może być i tak dalej, ale Hermiona zdążyła się już wyłączyć na słowa przyjaciela.
Następnego dnia
- Będziesz warzyć dzisiaj eliksir wielosokowy, Granger. – Potrzebne nam są trzy kociołki. Znasz składniki tego eliksiru?
- Tak, panie profesorze..
- Gdybyś potrzebowała pomocy, zawołaj mnie lub skorzystaj z książki. Moja biblioteczka stoi dla ciebie otworem. Będę w swoim gabinecie. – poinformował ją i wyszedł. A Hermiona została oniemiała wspaniałością jego laboratorium i wielkością jego prywatnej biblioteki, do której dostała dostęp.
Eliksir warzyła już drugą godzinę, a i tak potrzebował on jeszcze całego miesiąca, aby być gotowy. Hermiona myślała uporczywie nad czymś, przeglądając książki w poszukiwaniu czegokolwiek, co potwierdziłoby jej domysły.
‘’Starte skrzydła pszczoły afrykańskiej, wydłużają działanie eliksiru, jednocześnie skracając czas jego warzenia.’’
- Tak! – zawołała. – Profesorze Snape!
- Co popsułaś? – do pomieszczenia wszedł Mistrz Eliksirów.
- Panie profesorze, tu jest napisane, że eliksir wielosokowy można warzyć krócej niż miesiąc.
- Wiem o tym. O co ci chodzi?
- Dlaczego nie przekazał nam pan tej wersji na zajęciach?
- Bo nie jest ona zapisana w programie nauczania.
- Ale przecież to jest genialne! – ekscytowała się Gryfonka.
- Granger, nudzisz mnie. – stwierdził Snape. – Skończ eliksir i wynocha. – warknął i opuścił pomieszczenie. Granger natomiast zaczęła określać go takimi przekleństwami, że uszy by zwiędły komukolwiek, kto by je usłyszał.

 

I oto jest, moi kochani! Pierwszy rozdział nowego opowiadania! Przeczytajcie i komentujcie!

Córka Ciemności

One comment

  1. ~P. Coubert · Lipiec 19

    Zaskoczył mnie stosunek rudej do profesora. Bez słowa sprzeciwu wykonuje wszystkie jego polecenia? Chyba, że źle zrozumiałem tekst. Ona już wie o tym, że Snape jest dobry?

    Myślałem, że rzecz się dzieje na szóstym roku, a tu proszę.

    P. Coubert